Reklama

Trzy refleksje na dwa dni – niedzielę i Wszystkich Świętych

Ewangelia daje nam dziś za przykład bardzo ujmującą postać Zacheusza. Jezus dotarł do Jerycha. Tam oczekiwał Go wielki tłum. Zacheusz by Go zobaczyć, wspiął się na drzewo, rosnące wzdłuż drogi, którą miał przechodzić Jezus.

„Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę” – tak relacjonuje to św. Łukasz. I co się wydarzyło? „Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany”. Ta sytuacja pokazuje nam troskę Jezusa o wszystkich, gdyż celnicy byli postrzegani jako skorumpowani poborcy podatków, czyli jako grzesznicy. Jezus opuszcza tłum i idzie do Zacheusza. Jezus niesie zbawienie do jego domu i pozostawia na zewnątrz szemrzących, zadufanych w sobie pyszałków z Jerycha. Dlaczego? Aby dać Zacheuszowi szansę na przemianę jego życia, na naprawienie tego, co do tej pory w życiu „zepsuł”.
Co ciekawe, Zacheusz pozostaje bogaty, bo nawet ta jego decyzja „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie” pozwoliła mu pozostać zamożnym. W ten sposób Jezus nie potępia nieodwołalnie bogactwa jako takiego, lecz jego złe używanie. Także człowiek bogaty może się zbawić! Zacheusz jest tego wspaniałym dowodem. Bób może dokonać cudu nawrócenia i zbawić bogacza bez uczynienia go biednym. Wydarzenie, którego bohaterem jest Zacheusz, jest w ten sposób obrazem ewangelicznego nawrócenia, które zawsze jest nawróceniem do Boga i równocześnie do braci. Warto o tym pamiętać szczególnie, gdy tak łatwo potępiamy tych, którzy posiadają nie zawsze zdając sobie sprawę z tego, że często owi „bogaci” naśladują postawę Zacheusza i „dyskretnie” otwierają swoje bogactwo na potrzebujących i takim ludziom chwała za to.

Druga myśl na dziś wynika z faktu, że przeżywamy w naszych świątyniach uroczystość poświęcenia naszych parafialnych świątyń. Warto nam dziś uświadomić sobie jedną rzecz, że współczesny parafianin to człowiek, który oczekuje od Kościoła atrakcyjnej oferty „usług duszpasterskich”. Traktujemy religię, parafię jak telewizję z pilotem. Dopóki dostajemy to, czego potrzebujemy, dopóki spełniane są nasze oczekiwania i potrzebujemy różnego rodzaju posług czy podpisania „karteczek” to korzystamy z tej parafialnej oferty. Ale gdy zaczynają się wymagania, przełączamy się na inny kanał. Często objawia się to w krytykanctwie, szukaniu okazji by coś zarzucić duszpasterzom. Emocje i doznania duchowe są dziś dla wielu produktem, a Kościół sklepem z konkretną ofertą. Ale przecież Kościół, parafia – choć może czasem nieudolnie – ma być dla nas miejsce gdzie czerpiemy w duchu wiary potrzebne łaski do naszego, powtarzam NASZEGO świętego życia.

I ostatnia myśl związana z dniem jutrzejszym, czyli Uroczystością Wszystkich Świętych. Czasem paradoksem wydaje się dla wielu mówienie o świętości w Kościele, który doświadcza tak wiele słabości, który ciągle „ociera się” o grzeszność wśród jego członków. Jednak od początku istnienia tego Chrystusowego Kościoła świętość przeplata się z grzesznością, a Boża łaska walczy z szatańskimi pokusami. I w tym wszystkim chodzi o to, aby w tej wspólnocie odkryć Jezusowe powołanie do świętości, powołanie które jest wezwaniem na całe życie dla każdego z nas. Kiedyś o. Salij napisał następujące słowa: „Święci są niejako naszymi starszymi braćmi w rodzinie Bożej, braćmi, którzy nas biorą za rękę i mówią: jeśli mógł ten i tamten dojść do świętości, dlaczego nie ty? To w tym Kościele w ciągu jego dziejów „wyrosło” tysiące znanych nam i miliony anonimowych świętych. Z tego wniosek, że się da, mimo tak wielu przeszkód, słabości i szyderstw. Skoro oni mogli poprzez ten jakże często przesiąknięty „grzechem” Kościół osiągnąć świętość, to i my szukajmy tego, co nam w tym pomoże, a to, co jest „słabością” otoczmy nie pustą krytyką, ale modlitwą. Bo nie ktoś innym, ale ty i ja sprawiamy, że ten Kościół jest taki, a nie inny.

Duszpasterz