Reklama

Czy jestem gotowy by już teraz „ujrzeć Syna Człowieczego”?

„Każda godzina jest poniekąd ostatnia” – te słowa Jana Pawła II uświadamiają nam, że ciągle musimy być gotowi na to wezwanie nas przed Oblicze Boże.

Czasem każdy z nas zatrzymuje się w tej gonitwie, jaką jest życie człowieka, aby choć przez chwilę pomyśleć o tym co ważne, aby zapytać się ku czemu zmierzamy. Jako wierzący niejednokrotnie zatrzymywaliśmy się nad tematem godziny końca świata, bo przecież co jakiś czas ten temat podejmowany jest w mediach, bo człowiek ulega pokusie przewidywania tej wyjątkowej godziny. W wymiarze powszechnym ta wyjątkowa godzina to paruzja, czyli powtórne przyjście Jezusa na ziemię, aby osądzić tak żywych jak i umarłych. W wymiarze indywidualnym, tą dla każdego z nas wyjątkową godziną jest śmierć, której im lat nam przybywa tym bardziej się lękamy, pomni na to, jak wyglądało nasze ziemskie życie. I dobrze, że taki lęk nam towarzyszy, bo świadczy to o tym, że zależy nam, by w tej wyjątkowej godzinie wypaść jak najlepiej w oczach Boga, ale lęk będzie tym mniejszy lub nie będzie go wcale, gdy zaczniemy dobrze żyć, gdy będziemy w naszym życiu odkrywać ślady Jezusa i staną się one naszymi.

„Każda godzina jest poniekąd ostatnia” – te słowa Jana Pawła II uświadamiają nam, że ciągle musimy być gotowi na to wezwanie nas przed Oblicze Boże. W takim razie każda godzina naszego życia ziemskiego winna być dla nas ważna, więc ważnym jest to jak ją wykorzystamy. Tak często godzina za godziną ucieka nam jak woda między palcami. Boimy się czy też nam żal tej jednej godziny poświęcić dla Boga. Jednej godziny na niedzielną czy świąteczną Eucharystię; jednej godziny, a może i mniej na solidną codzienną modlitwę, czytanie Pisma Świętego, wstąpienie „po drodze” czy „przy okazji” do kościoła na chwilę osobistej refleksji; jednej godziny a może i mniej, aby się solidnie przygotować do sakramentu pokuty (szczery rachunek sumienia, modlitwa o łaskę dobrej spowiedzi), bo tak często wszystko chcemy robić przy okazji (choćby niedzielnej Mszy św., która wtedy nic nie wnosi do naszego życia, bo zawsze jakaś jej część nam „umknie”); jednej godziny; a może i mniej by odwiedzić kogoś z naszych bliskich zamkniętych w czterech kątach własnego mieszkania.

Pewnie w tej chwili zapytasz się, po co to wszystko, czy nie mogę sobie żyć tak jak do tej pory, tak na „pół gwizdka”, dając Bogu tylko tyle ile ja uważam, a nie ile Mu się naprawdę należy. Zaglądnij do fragmentu Ewangelii, którą Kościół nam dziś daje do szczególnej refleksji: „Po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku” – jaki z tego wniosek? Pamiętaj, że przyjdzie moment, w którym Bóg powie: Koniec! Wtedy wszyscy „ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą” – sam przyjdzie i „wtedy On pośle aniołów i zbierze swoich wybranych”, czyli Ciebie i mnie, bo poprzez chrzest zaliczył nas do swojej wielkiej rodziny, którą chce mieć na wieczność przy sobie. Kiedy to nastąpi? Chcielibyśmy znać ową godzinę, aby dać sobie czas na nawrócenie, na naprawienie tego, co „zepsuliśmy” w swoim życiu, ale „o tej godzinie wie tylko Ojciec”. Naszym zadaniem jest ciągle tak żyć, by nie dać się „zaskoczyć”, ale by z radością wyczekiwać Syna Bożego, by Go ujrzeć i tym faktem się rozradować. Ale by wtedy była radość, to ona musi być w nas każdego dnia, radość z bycia blisko Boga, a o tę bliskość jakże często trudno nawet człowiekowi, który nazywa siebie wierzącym.

Jaka pewność, że ten moment nastąpi? O to nie musimy się lękać. „Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą”. To co Bóg powiedział zrealizuje się na pewno. Chodzi o to, że to co my obiecaliśmy Bogu i obiecujemy każdego dnia, czy to realizujemy? Bo o to kiedyś Bóg nas się zapyta. I co wtedy Mu odpowiemy. Pomyśl przez chwilę, czy myśl o ponownym przyjściu Chrystusa napawa Cię lękiem czy radością? Jeśli się lękasz zmieniaj swoje życie, jeśli radością, to znaczy, że wiesz ku czemu w życiu zmierzasz. I pamiętaj, że w każdej chwili życia wyrażamy o nas samych jakąś część prawdy, która w pełni ujawni się wówczas, gdy staniemy przed Bogiem twarzą w twarz.

Już dziś w niedzielę biblijną siądź na chwilę, otwórz ten „list Boga do człowieka” i poczytaj, by w ten sposób coś więcej jeszcze dowiedzieć się o Bogu i pomyśleć jakie prośby Bóg kiesruje do ciebie poprzez swoje słowo. Może dziś mniej czytania tego co w internecie, a więcej tego co Piśmie Świętym? Spróbuj usłyszeć Boży głos.

Duszpasterz

There are 1 comments

  1. a ja zapraszam na film „2012”,to jest prawie Apokalipsa wg św. Jana – daje obraz końca , nie daje złudzeń