Edward Kieszek, który rozpracował zamek w bocheńskiej kasie pancernej, porównuje swoje osiągnięcie do wyjścia na trudną górę. Nie kryje natomiast, że nie chciałby powtarzać wyzwania, jakim okazało się dla niego rozpracowywanie sejfu w budynku straży miejskiej.
Kasiarz, jak już informowaliśmy, spędził przy pracy nad otwarciem sejfu łącznie około 80 godzin. To znakomita kasa, z bardzo ciekawym zamkiem, mimo 35-letniego doświadczenia w zawodzie zetknąłem się z nim pierwszy raz. Stare kasy zaskakują niekonwencjonalnymi rozwiązaniami i to sprawia trudność – mówi Edward Kieszek w rozmowie z mojaBochnia.pl.
W ubiegłym roku panu Edwardowi udało się rozpracować szyfr. Jest kilka rodzajów zamków szyfrowych, podstawowe to trzy- i czterotarczowe. Trzytarczowy zamek ma milion kombinacji, czterotarczowy sto milionów kombinacji. Są jeszcze dwutarczowe, ale zdarzają się bardzo rzadko, tylko raz się z takim spotkałem. W tej szafie zamek można ustawić na jedną, dwie lub trzy liczby, akurat ta szafa była ustawiona na jedną liczbę. Próbując 80 ustawień natrafiłem na tę właściwą – wyznaje.
O wiele większym wyzwaniem dla kasiarza okazał się zamek kluczowy. W jeden otwór trzeba było włożyć najpierw klucz numer jeden, który ustawiał zapadki w pozycji półotwartej, a drugi klucz w pozycji otwarte. Trzeba więc było użyć dwóch kluczy, aby otworzyć zamek. Edward Kieszek nie chce jednak zdradzić, jak bez kluczy udało mu się ten zamek otworzyć. To tajemnica zawodowa – mówi.
Ostatnim zadaniem pana Edwarda było otwarcie trzech skarbczyków. Są to skrytki wewnętrzne, mają porządkowe zamknięcia, ale też są ciekawe klucze, również precyzyjnie zrobione. Można to było pominąć te zamknięcia, jednak producent zatroszczył się o to, aby i te skrytki też stawiały pewien opór.
Pan Edward pracował w ostatnich dniach nad dorobieniem kluczy do zamka. Zostały już sprawdzone, działają. Dzisiaj w budynku straży miejskiej pracował nad zamkiem jednego ze skarbczyków. Ktoś wcześniej próbował chyba zobaczyć, jak ten skarbczyk jest zbudowany i pomylił zapadki. Teraz muszę ustawiać je od nowa.
Podsumowując, specjalista od otwierania sejfów uważa bocheńską kasę za jedno z ważniejszych dokonań życia. Nie życzyłbym sobie spotkania z taką kasą, jak ta. Chyba bym zrezygnował, gdybym taką zobaczył. Zawsze marzyłem o otwarciu takiej kasy, widziałem w życiu wiele kas, niestety były do nich klucze. Aż pojawiła się okazja, abym zmierzył się z taką kasą. Jest to bardzo ciekawe wyzwanie, udało się. Wszedłem na górę, na szczyt. Lubię chodzić po górach i porównałem to do wejścia na jakąś trudną górę – mówi. Naszła mnie taka refleksja, że to moje doświadczenie chyba zabiorę do grobu, bo nie mam ucznia i nie mam komu przekazać tego doświadczenia. To bardzo smutne, ale taka jest prawda – dodaje.
Na koniec pan Edward przyznaje nam, że szuka kolejnych wyzwań. Jeśli ktoś posiada starą kasę, tzw. popiołówkę, jeżeli jest zamknięta, chętnie bym się z nią zmierzył, a jeżeli jest otwarta, a nie ma do niej kluczy, chętnie bym taką zakupił.
