Dromost zalega z pensjami, ludzie tracą nadzieję , fot. P. Michalczyk

Załoga Dromostu powoli traci cierpliwość. Pracownicy czekają na pensje od 5 miesięcy wzwyż. Wiesław Kolarz pracuje w firmie od 16 lat. Zaciągamy kredyty i z tego się żyje, nie ma innego wyjścia – mówi. Koledzy przynoszą upomnienia, pokazują radzie nadzorczej, prezesowi, ale oni rozkładają ręce, mówią że w tej chwili pieniędzy nie ma.

Ostatnią pensję dostałem za sierpień, a od września nie mam płacone. Pozostali też nie mają płacone od października. Jesteśmy związani z zakładem, ja przepracowałem tu 27 lat, koledzy jeszcze dłużej. Mieliśmy nadzieję, bo nas proszono o cierpliwość i wykazywaliśmy cierpliwość. Ale wszystko ma swoje granice i załoga nie wierzy w to, co mówi dyrekcja – mówi Marek Migdał, główny mechanik.

Józef Więcek w Dromoście pracuje 38 lat i zarabia ok. 1400 zł na rękę. Nie wiem, komu zależy na tym, żeby tak nas i nasze rodziny upokarzać. Nie widzę perspektyw, gdyby to wcześniej było rozwiązane, można byłoby szukać jakiejś pracy. A teraz kryzys dopadł wszystkich – mówi.

Nikt nie widzi człowieka, jego tragedii, tych 36 lat pracy, tylko każdy widzi że trzeba wydrzeć pieniądze, a człowiek jest gdzieś na końcu – mówi Janusz Śliwa, który w Dromoście jest kierownikiem zimowego utrzymania, kierownikiem budowy oraz behapowcem (w zakładzie od 36 lat).

Pracownicy chcieliby, że znalazł się inwestor, który wyprowadziłby zakład z impasu. Może ktoś miałby lepsze wizje na tę firmę, bo przecież tyle firm drogowych upadło, a ktoś te drogi remontować musi – dodaje Józef Więcek.

Władze spółki złożyły wniosek o upadłość układową. Chodzi o to, żeby zatrzymać egzekucje, które mamy na kontach. W tej chwili mamy nadzorcę sądowego, który sprawdza możliwości układowe spółki. Wiadomo, że roboty muszą być rentowne, żeby można było w ogóle działać – mówi Janina Augustyn, wiceprezes zarządu firmy Dromost. Dodaje, że zaległe wynagrodzenia dotyczą nie tylko pracowników, ale również zarządu z prezesem na czele. Jest nam wszystkim ciężko, to nie jest tak, że wypłaciliśmy sobie wypłaty, a ludziom nie daliśmy.

Przedstawicielka zarządu tłumaczy, że obecnie w branży drogowej jest duża konkurencja, która w przetargach oferuje niskie ceny. Stąd kryzys, który dotyka wszystkich pracowników zakładu. Żeby wygrać przetarg w normalnych cenach, graniczy z cudem. Wszystkie przetargi są właściwie po cenach materiałów, a przy zatrudnianiu 72 pracowników nie jest możliwe, żeby robić roboty rentowne.

Według zapewnień wiceprezes Dromostu, pracownicy powinni niebawem dostać zaległe wynagrodzenia. Część z funduszu gwarantowanych świadczeń pracowniczych, zostanie tam złożony wniosek o wypłatę zaległych wynagrodzeń.

Szukamy oczywiście takiej osoby, która zechciałaby nas dokapitalizować. Może się uda, jeżeli nie nam, to może syndykowi – dodaje Janina Augustyn.

Sprawę kryzysu w firmie z niepokojem przyjmuje Jerzy Lysy, wójt gminy Bochnia. Dromost wielokrotnie wygrywał u nas przetargi, jeżeli podał najkorzystniejszą cenę i wielokrotnie byliśmy z ich usług zadowoleni. Ale w ubiegłym roku upadła analogiczna firma w Brzesku, PDM, teraz słyszę o Dromoście, jest to tragedia. Nie możemy im pomóc, np. pożyczając im pieniędzy. Możemy ich zachęcić do uczestnictwa w przetargu, ale ten przetarg jeszcze trzeba uczciwie wygrać.

Wójt uważa że postulaty zmian w ustawie o zamówieniach publicznych są teraz konieczne do wdrożenia. Błędy tej ustawy są ewidentne, wygrywają firmy wydmuszki, wygrywają firmy po cenach dumpingowych. Jako inwestorzy oczywiście staramy się, żeby wygrała oferta najtańsza. Ale jeśli okazuje się, że z definicji jest to firma mało wiarygodna, to praktycznie nie można unieważnić przetargu, jeżeli tylko spełnia formalne kryteria. A co za tym idzie, już na początku widać, że ktoś kto będzie wykonywał nasze zamówienie, nawet jeśli poprzez podwykonawców się wywiąże, wcale nie jest powiedziane, że im zapłaci. I robi się tragedia. Dumping na ogół w każdym kraju jest zwalczany przez prawo, tylko nie w Polsce – dodaje wójt bocheńskiej gminy.

Obecnie Dromost czeka na zapłatę za zimowe utrzymanie dróg. Nie wiadomo, o jak dużą kwotę chodzi, ponieważ – jak wyjaśnia wiceprezes zarządu – nie zostały jeszcze obliczone koszty zakupu soli.

zobacz także

Reklama

Reklama

Komentarze