Jak zaoszczędzić blisko 900 tys. zł na oświetleniu?

Bochnia mogłaby zaoszczędzić na oświetleniu ulic 893 tys. zł – wynika z audytu przedstawionego w czwartek na sesji rady miejskiej. Nie obyło się jednak bez emocji, treść prezentacji skrytykował radny Bogdan Kosturkiewicz.

Audyt energetyczny przedstawił mgr inż. Dariusz Redziński z Cities Lighting Consultants. Według jego wyliczeń Bochnia mogłaby zredukować koszty utrzymania oświetlenia drogowego o 893 tys. 38 zł rocznie. Zwracał uwagę na trzy czynniki, które pozwalają na uzyskanie oszczędności. Cena energii, czas świecenia i moc zainstalowana. W kolejności: czas świecenia, bo to jest najtańsze, druga to moc zainstalowana, a ceny – to przetargi publiczne.

W 2010 r. Bochnia zapłaciła za oświetlenie ulic 1 mln 271 tys. zł. Dzięki wyborowi dostawcy w formie przetargu – według przedstawionej analizy – można było obniżyć tę kwotę do 1 mln 68 tys. zł. Według Dariusza Redzińskiego dzięki modernizacji oświetlenia drogowego i wdrożeniu proponowanych rozwiązań cena spadłaby do 517 tys. zł.

Dariusz Redziński zwraca uwagę, że obecnie system oświetlenia Bochni jest mocno nieefektywny. Oprawy są z innego wieku, w tej chwili efektywność jest znacznie wyższa, wynosi 92%, źródła są bardziej efektywne, mamy więcej światła z mniejszej mocy zainstalowanej. Umowa z firmą Tauron jest w tej chwili wynegocjowana, natomiast pozostaje do ustalenia kwestia, czy zgodzimy się na to, żeby to oświetlenie nie spełniało norm i żeby de facto łamało ustawę w dwóch punktach: pod względem energooszczędności, jak również pod względem normy oświetleniowej.

Aby osiągnąć oszczędności rzędu blisko 900 tys. zł miasto miałoby zainwestować ok. 2-3 mln zł. Inwestycja miałaby się zwrócić w ciągu 2,5 roku.

Jako przykład wdrożenia proponowanego Bochni systemu Dariusz Redziński podaje gminę Nowa Słupia. Jest to gmina bardzo biedna, stosunkowo mocno zadłużona, zrealizowała najciekawszy projekt w Polsce inteligentnego zarządzania przez Internet z oprawami aluminiowymi i z 12-letnimi źródłami światła. Po prostu biednych nie stać na słabe rozwiązania.

To było żenujące wystąpienie przedstawiciela tej firmy – uważa radny Bogdan Kosturkiewicz. Poziom niekompetencji był tak porażający, że siedzieliśmy z panem doktorem Dziurdzią i tylko wymienialiśmy uwagi między sobą. Szkoda, że wydatkowano 61 tys. zł na przedstawienie danych, które i tak są znane urzędnikom, zamiast wydatkować te środki finansowe na rzeczywistą modernizację punktów elektrycznych na jednej czy na dwóch ulicach.

W czasie sesji doszło do spięcia między byłym burmistrzem a Dariuszem Redzińskim. Bogdan Kosturkiewicz zarzucił mu podawanie nieprawdziwych informacji (np. to, że miasto starało się o obniżenie kosztów utrzymania oświetlenia od 2007 r., tymczasem rozpoczął je jeszcze Wojciech Cholewa w 2003 lub 2004 r.). Poczułem się jak na kazaniu, jakbym wstąpi do jakiegoś nowego kościoła – mówił Bogdan Kosturkiewicz.

Radny opozycji zwraca uwagę, że przedstawiciel firmy nie doprowadził do renegocjacji umowy z Tauronem, dostawcą energii dla miasta. Padło pytanie na sali, nie odpowiedział na nie: kto jest właścicielem słupów i kto jest właścicielem sieci przesyłowych. Jeżlei właścicielem jest w tej chwili Tauron, musimy mieć zgodę Tauronu, aby zmienić punkty elektryczne. To sukcesywnie trzeba robić i to było czynione. Zresztą proszę spojrzeć na działania, które rozpoczął mój poprzednik, pan Wojciech Cholewa, który dążył do przejęcia zarówno słupów, jak i linii przesyłowych, ewentualnie nowo wybudowane były przejmowane na własność gminy miasta Bochnia. Przykład: Planty Salinarne i Plac Turka.

Bogdan Kosturkiewicz ma zastrzeżenia do przedstawionych wyliczeń, bo – jak mówi – nie podano założeń początkowych.

Burmistrz Stefan Kolawiński mówi, że zdecydował się na przeprowadzenie audytu, bo wstępna rozmowa dotycząca możliwości zaoszczędzenia na oświetleniu wydała mu się bardzo atrakcyjna. Z całą pewnością będziemy kontynuować te działania, bo nie po to wydaliśmy pieniądze, żeby mieć to schowane w szufladce i cieszyć się z wykonania tego.

Na pytanie, czy jego zdaniem oszczędność bliska 900 tys. zł rocznie jest realna, burmistrz odpowiada: Trudno jest ocenić, czy jest to do zrealizowania w 100 procentach. To jest tak piękne, że może być nieprawdziwe. Ale jeżeli zakładane oszczędności osiągną poziom połowy z tego, to już będzie bardzo dużo.

Kazimierz Ścisło, przewodniczący rady miejskiej mówi, że dlatego wprowadził na sesję sprawę oświetlenia, bo – jego zdaniem – temat jest wart przeanalizowania. W tej chwili płacimy ogromne kwoty za energię elektryczną. Batalię o to rozpoczął pan Wojciech Cholewa, przegraliśmy tę sprawę. Natomiast myślę, że własna linia energetyczna, byłaby to dobra rzecz. Mielibyśmy coś swojego i wiedzielibyśmy, za co mamy płacić. Nie wierzę bardzo, że wszystkie wyliczenia sprawdzą się w rzeczywistości, ale myślę, że na pewno byłyby to duże oszczędności dla miasta. Bo te lampy, które mamy, to jest późny Gomułka i wczesny Gierek. Nic się z tym nie robi, a płacimy tak horrendalne pieniądze.