Reklama

Refleksje na niedzielę: Dlaczego Bogu czasem drży serce?

Słusznie, że w niebie panuje radość i świętuje się z powodu odnalezienia zagubionej owieczki, czyli grzesznika, który się nawrócił, ale czemu radość ta jest większa niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu owieczek, które zostały w owczarni?

Ktoś po przeczytaniu dzisiejszego fragmentu Ewangelii wyraził takie zastrzeżenie: „Syn marnotrawny był zasadniczo hultajem i obłudnikiem. Próżniak, głupio tracący na hulankach majątek, którego zażądał od ojca. Potem gdy był głodny, pomyślał sobie: zabiorę się i wrócę do domu ojca. Kierował się zatem nie skruchą, ale głodem, biedą. Ocknął się, gdy znalazł się w trudnym położeniu, a nie skłoniła go do tego miłość. Drugi syn nie jest sympatyczny, ale przynajmniej nie jest hipokrytą i nie postępował tak arogancko i bezsensownie jak brat. Ale chyba nigdy nie miał odwagi wziąć sobie wolnego wieczoru i urządzić zabawę. Jego gburowaty charakter może drażnić, ale spośród obu braci, szczerze mówiąc, wolę prawość, choć ograniczoną, tego ostatniego, zamiast głupiej i dwuznacznej arogancji brata, który odszedł”. Ale może w tej przypowieści chodzi o coś więcej?

Jezus Chrystus bardzo często w swoim głoszeniu Dobrej Nowiny posługuje się przypowieściami. Warto jednak zauważyć, że wszystkie przypowieści mają tego samego bohatera, którym nie jest ani owca, ani moneta, ani tym bardziej syn marnotrawny, lecz Bóg. To On jest pasterzem, któremu zagubiła się owca, kobietą, która zgubiła drachmę, ojcem, który stracił syna. Motywem przewodnim tych trzech przypowieści jest radość Boga. „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”. „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam”. W trzeciej przypowieści, o dobrym ojcu, radość eksploduje i przechodzi w święto. Ów ojciec nie posiada się z radości i nie wie, co ma jeszcze zrobić: każe wyjąć szaty, sygnet z rodowym herbem, zabić utuczone cielę i mówi do wszystkich: „A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się”.

Właśnie na tym polega najbardziej rewolucyjny aspekt tej przypowieści. Słusznie, że w niebie panuje radość i świętuje się z powodu odnalezienia zagubionej owieczki, czyli grzesznika, który się nawrócił, ale czemu radość ta jest większa niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu owieczek, które zostały w owczarni? Czemu jedna owieczka ma ważyć tyle samo, co wszystkie pozostałe razem wzięte, i to jeszcze owieczka, która uciekła i stworzyła najwięcej problemów? Czy to nie jest sprzeczne z naszą ziemską, ludzką logiką? Nie, bo w tych ewangelicznych przypowieściach chodzi o to, że ta zagubiona owca, ten marnotrawny syn, sprawili, że zadrżało Boże serce. Dlaczego? Bóg bał się, że może stracić swoje stworzenie na zawsze, obawiał się, iż będzie musiał je potępić i oddalić od siebie na zawsze! Ten strach zrodził w Bogu nadzieję, ona zaś, kiedy się spełniła, stała się przyczyną radości i wesela.

A co z pozostałymi dziewięćdziesięcioma dziewięcioma rozważnymi owcami i ze starszym synem, który pozostał w domu? Jakie jest ich zadanie? Pasterz powiedział: „Cieszcie się ze mną!”. Jezus opowiadając te przypowieści nie szukał sensacji! Nikomu nie kazał się tłumaczyć! Dla Niego najważniejsza jest miłość. Bogu nie jest obojętne to co nas dotyczy i co się z nami dzieje. On ciągle martwi się o nas, bo Jemu zależy na nas. Dla Niego każdy jest ważny. A na czym nam zależy, kiedy doświadczamy czyjegoś zagubienia? Czym się kierujemy w naszych opiniach, gdy ktoś z naszej „owczarni” zagubi się? Jezus przypomina nam wszystkim o tym, aby szukać owiec zagubionych, gdyż zawsze jest szansa na mniej lub bardziej radykalną przemianę naszego życia. Bo każdy z nas prędzej czy później „zaglądnie” do domu ojca. „A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się”. Pamiętaj, by zawsze robić wszystko, aby Ojciec miał radość z tego, że kolejny „marnotrawny syn” powrócił do Niego.

Duszpasterz

There are 2 comments

  1. Do dzieci i młodziezy ówczesnych czasów
    (czyli Starosty i Burmistrza)
    Z przyjemnościa i należytą uwagą wysłuchałem kazania Ks. Sadko w czasie mszy poświeconej Solidarności.
    To co powiedział jest wg. nomenklatury Tischnerowskiej -„Świętą Prawdą”
    Sentencja kazania mogła by brzmieć: Solidarność to wielka sprawa dana od Boga, a wy „mości” władzo paprzecie ideały solidarnosci walkami o władzę i dbałoscia o własne interesy.
    Ksiądz prosił o uczestnictwo po mszy w złozeniu kwiatów pod tablicą Ks. Popiełuszki. 95% ludzi wyszło zaraz po mszy nie dlatego,że nie kochają ksiedza Solidarności, ale dlatego, że nie chca was ogladać „mości panowie”
    To między innymi wasze gierki miejsko-powiatowe doprowadziły do tego, że dzisiaj słowi „Solidarność” ma inny wymiar. Wymiar pustki ideowej i biedy.
    Ci co wtedy strajkowali i walczyli są dzisiaj starzy i schorowani i z przykrością obserwują ten pożałowania godny spektakl.
    Wy już posmakowaliście władzy i się nie nawrócicie jak syn marnotrawny z kazania Ks. Sadko.

  2. Panie H. Rosiek!

    Przede wszystkim pozdrawiam!

    Pozwoli Pan, że zwrócę uwagę na fakt, iż nikt nie jest doskonały. I każdy ma szanse „nawrócenie się” jak syn marnotrawny, co ojcu sprawi radość (duszpasterz!).

    Gdy zabraknie tej nadziei, to i życie utraci sens….ja kazanie księdza Sadko odczytałem, jako znak i szansa nadziei…

    PS: Polacy powinni dziś patrzeć nie wstecz, ale do przodu….