Reklama

Zapomniany cmentarz. Mała frekwencja a problem duży

W niedzielę 14 kwietnia miało odbyć spotkanie mieszkańców Bochni przy ulicy Dominikańskiej, gdzie nieopodal odkrytych podczas prac archeologicznych grobów nieistniejącego już cmentarza miano zapalić znicze i oddać cześć zmarłym. Frekwencja… nie była duża. Niemniej jednak sama koncepcja spotkania zainicjowana przez Patryka Salamona wydaje się być ciekawa. 

 

Przy ulicy Dominikańskiej zebrało się zaledwie kilka osób, trzy zapalone znicze wyznaczały miejsce spotkania do późnych godzin nocnych. Wcześniej uwieczniło je kilku fotoreporterów, możliwe, że zostały zauważone przez kierowców przejeżdżających obok samochodów. Mieszkańcy mieli zebrać się w tym miejscu, aby oddać cześć zmarłym, ale również zaprotestować przeciwko możliwemu zasypaniu ich szczątków bez ekshumacji. Poprosiliśmy Patryka Salomona o kilka słów komentarza do podjętej przez siebie inicjatywy…

Czy nie obawiasz się, że ludzkie szczątki mogą znajdować się w pod większością bocheńskiego centrum? 

Patryk Salamon: Bez względu na to w jakich czasach żyliśmy pochówki nie były prowadzone w losowych miejscach, ale specjalnie do tego wyznaczonych. Dlatego nie obawiałbym się tego, że kości mogą być wszędzie, ale w otoczeniu kościołów, w tym już nieistniejących jak w przypadku kościoła oo. dominikanów.

Co należałoby zrobić z odnalezionymi szczątkami? 
Tutaj sprawa jest prosta i po ekshumacji szczątki powinny być pochowane w specjalnie oznaczonej mogile na cmentarzu komunalnym przy ulicy Orackiej.