Reklama

“Chłopak poszedł pod wodę, reanimowałem go 20 minut…”

Historia, którą państwo przeczytają niech będzie przestrogą dla wszystkich. Nie przeceniajmy na kąpieliskach swoich możliwości, po prostu uważajmy. Tego chłopaka udało się uratować, kolejna osoba może nie mieć tyle szczęścia…

 

Sytuacja miała miejsce koło godziny 15 w czwartek. Pełniłem dyżur na kąpielisku w Zabierzowie Bocheńskimi nagle usłyszałem sygnał “pomocy, ktoś się topi!”. Na takie słowa reaguje bardzo gwałtownie – opowiada Dariusz Maszewski, który na co dzień jest szefem ratowników na bocheńskiej pływalni. Sytuacja miała miejsce poza strzeżonym kąpieliskiem, więc ratownik nie mógł tego widzieć ponieważ  obserwował swoje kąpielisko. Kto czuje się na siłach i wydaje mu się, że umie pływać, ten wychodzi poza granice kąpieliska na tereny niestrzeżone – twierdzi Maszewski, który wtedy pełnił służbę na kąpielisku .

 

Zobaczyłem w wodzie grupkę ludzi, szukających kolegi, który pływał z nimi od rana i nagle zniknął z powierzchni wody. Popłynąłem w to miejsce, jakaś pani zaczęła mi pokazywać gdzie to było, i po dwudziestu nurkowaniach zlokalizowałem tego chłopaka. Wyciągnąłem go nad wodę, przenieśliśmy go nad brzeg – kontynuuje ratownik. Chłopak miał zatrzymaną akcję serca więc pan Dariusz od razu rozpoczął reanimację. Paradoks jest taki, że na plaży było kilkaset osób, a praktycznie każdy stał nie wiedząc co robić. Musiałem wydawać polecenia i po 5 minutach reanimacji, którą wykonywałem sam, poprosiłem kogoś o pomoc, chociaż w sztucznym oddychaniu. Na szczęście znalazł się pan, który umiał, ponieważ był żołnierzem – mówi w rozmowie z redakcją portalu mojabochnia.pl Dariusz Maszewski.

 

Po 20 minutach chłopak zaczął oddychać. To był nastolatek z rejonu Szczurowej. Zaraz po tym przyjechała straż pożarna i pogotowie. O 12 w nocy dostałem informacje, że mężczyzna nadal jest nieprzytomny, pod respiratorem i ma zalane płuca. Tak naprawdę wszystko wtedy było w rękach Boga. 3 dni temu dostałem informacje, że chłopak się obudził – opisuje ratownik.

 

Historia pana Dariusza niech będzie przestrogą dla innych i jednocześnie apelem. Ze względu na panujące upały, takie wypadki to codzienność. Do takich zdarzeń głównie dochodzi w rzekach, gdzie jest nurt i tak naprawdę nie wiadomo, co jest pod naszymi nogami. Często przeceniamy też swoje możliwości. Ten chłopak wszedł do wody po ćwiczeniach, zasłabł, nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa, po prostu poszedł pod wodę. Dobrze, że ktoś był obok – mówi Dariusz Maszewski, człowiek, który uratował ludzkie życie.

 

fot. http://lowisko-niepolomice.pl