Reklama

Zapach Diora i słoma z butów

W sprawie Andrzeja Kosturka nasuwają mi się dwie refleksje, abstrahując od co najmniej dziwnej postawy wobec sądu i prokuratury samej oskarżonej i co najmniej kontrowersyjnego sposobu pisania redaktora serwisu AFERY PRAWA, serwisu dla mnie osobiście balansującego na granicy prawa i dobrego smaku.

Po pierwsze zastanawiam się nad tym, czym bardziej skompromitował się Andrzej Kosturek. Czy tym, jak się zachował na korytarzu sądowym – bez rozstrzygania czy naruszył nietykalność cielesną redaktora AFER PRAWA, bo to, że zachował się po prostu prostacko, nie ulega chyba wątpliwości. Czy tym, jak tłumaczył się przed sądem ze swojego zachowania, Otóż, ów adwokat w sposób moim zdaniem kompromitujący i jednocześnie obnażający jego ignorancję stwierdził, że wezwał policję i wyszarpywał komórkę dziennikarzowi, ponieważ chciał ją zabezpieczyć. Tak, powtórzę, chciał ją zabezpieczyć. Pytam, jako co? Jako dowód przestępstwa? Zabezpiecza się bowiem narzędzia przestępstw, ślady zbrodni i inne ewentualne dowody procesowe. A cóż to, adwokat nie wie, że na korytarzu, a za zgodą sądu na sali rozpraw, można robić zdjęcia adwokatom i uczestnikom rozpraw z wyjątkiem oskarżonych? Zatem tłumacząc się przed sądem tak, jak się tłumaczył, odnoszę wrażenie, iż adwokat Kosturek zdradził, najwyraźniej niechcący, poziom swojej prawniczej wiedzy …

Po drugie ostatnie zdarzenie w sądzie przypomniało mi inne zdarzenie sprzed trzech lat z pewnym mężczyzną, którym, czego w dniu zdarzenia nie wiedziałem, okazał się właśnie Andrzej Kosturek. Owego dnia podjechałem z moją chorą żoną do ginekologa. Zatrzymałem się wówczas, rzecz jasna zdenerwowany sytuacją, na 30 sekund przed bramą wjazdowa do garażu Andrzeja Kosturka, żeby podprowadzić zonę do gabinetu. Wychodząc z niego, żeby przestawić samochód, zobaczyłem podjeżdżającego do bramy mężczyznę, który, widząc mnie podchodzącego do samochodu, krzyknął: „nie widzisz, chu…, że stoisz na bramie”. Zamurował mnie lekko. Szczególnie ujęła mnie wyszukana i subtelna forma zwrotu Pan mecenasa, żeby nie powiedzieć wręcz poetycka dezynwoltura werbalna. Nie wiem, co się stało, że straciłem rezon, ale pewnie – jak dzisiaj sądzę – obezwładnił mnie zapach nowej linii Diora, który wirował w powietrzu.

Pomyślałem wtedy no tak, zapach Diora i słoma z butów.