Reklama

Jarosław Gucwa w TVN 24 o walce z koronawirusem: „Nie ma żywcem gdzie leczyć innych przypadków”

W niedzielnym programie stacji TVN 24 gośćmi Piotra Kraśki był wicedyrektor bocheńskiego szpitala powiatowego – Jarosław Gucwa oraz Iwona Borchulska – pielęgniarka z Sosnowca. Tematem przewodnim rozmowy był rządowy pomysł na przeprowadzenie badań przesiewowych na obecność koronawirusa między innymi w Małopolsce i na Śląsku.

 

Rozmowa była okazją do poznania spojrzenia środowiska medycznego na niektóre aspekty walki z pandemią koronawirusa w Polsce. Rozmówcy prezentera przyznając, że badania przesiewowe są właściwym rozwiązaniem krytycznie ocenili także sposoby zwiększania miejsc szpitalnych dla chorych na covid.

W trakcie dyskusji nad pomysłem badań przesiewowych, Jarosław Gucwa stwierdził, że w szpitalu w Bochni  liczba wyników dodatnich testów na obecność koronawirusa jest bardzo wysoka mamy regularnie około 50% przypadków dodatnich. Testujemy tylko te osoby, które się do nas zgłaszają. Oznacza to, że gdyby robić tych badań więcej to proporcjonalnie byłoby więcej również dodatnich przypadków.

Wypowiedź wicedyrektora szpitala wywołała reakcję prowadzącego, który zadał kolejne pytanie o to na jakim etapie epidemii znajduje się nasz kraj. Piotr Kraśko przywołał równocześnie wyniki amerykańskich badań. Na wykonanych 1.900.000 testów wynik pozytywny dotyczył blisko 10% osób zakażonych. Zasugerował więc, że być może w Polsce nie mamy obecnie 20.000 zakażonych dziennie, a być może nawet 100.000.

Jarosław Gucwa odpowiedział, że tak naprawdę to wszystko jest wróżeniem z fusów. Dodał jednak, że przy takim współczynniku dodatnich testów nie wiemy ilu tych chorych po prostu jest. Na pewno jest ich mnóstwo, patrząc na to z jakimi przypadkami się spotykamy.

W programie uczestniczyła również Iwona Borchulska, pielęgniarka ze województwa śląskiego, która wypowiadała się na temat przeprowadzanych testów, warunkach pracy pielęgniarek w szpitalach, w tym również – na podstawie doniesień medialnych – w szpitalu tymczasowym znajdującym się na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Prowadzący zadał pytanie o to jak lekarze, jak jego rozmówca zareagował na doniesienia o funkcjonowaniu szpitala na Stadionie Narodowym (według „Polityki” jest tam bardzo dużo nowoczesnego sprzętu,  warunki zakwaterowania pacjentów są na wysokim poziomie, a brakować miałoby pacjentów)?

Wicedyrektor szpitala w Bochni powiedział: Dla mnie to jest niepojęte. Może jestem z innej bajki, z innych czasów. Przede wszystkim wydaje mi się, że taka decyzja jak w Warszawie, gdzie mają gotowy szpital, pusty który można było uruchomić z pełną infrastrukturą. Wybiera się takie kulawe rozwiązania. Jest to nieporozumienie – najłagodniej można to tak określić.

Gucwa mówiąc o szpitalu tymczasowym opowiedział również widzom stacji o szpitalu w Bochni. Zawsze funkcjonowaliśmy w realiach krótkiej kołdry, gdzie na coś brakowało. A teraz mogę powiedzieć o moim szpitalu: połowa szpitala przeznaczyliśmy dla chorych zakażonych. Nie ma żywcem gdzie leczyć innych przypadków. Te inne przypadki nie poszły sobie grzecznie do domu i siedzą i czekają na inne lepsze czasy. Ja w tej chwili mam na SOR-ze dwie zaintubowane osoby, dla których nie ma w tym województwie miejsc. Mam szereg osób, które czekają na łóżka internistyczne, czy z niewydolnością nerek czekają na dializy. Dla nich też nie ma miejsc. Szpitale tymczasowe, to jest dobry pomysł, aby odciążyć inne szpitale. Tylko one muszą działać.   Odniósł się również do procesu tworzenia tymczasowych placówek szpitalnych w województwie małopolskim:  Wojewoda był rozsądny i skorzystał z infrastruktury Szpitala Uniwersyteckiego, który akurat był przenoszony do nowej siedziby. I tam stworzył dodatkowe łózka. To się da zrobić. W większości miejsc w Polsce takie rozwiązania byłyby możliwe.

Piotr Krasko wtrącił w wypowiedź bocheńskiego lekarza stwierdzenie, że choć od dłuższego czasu mówi się o covidzie, to jednak ludzie chorują i umierają także z innych powodów. Zadał również pytanie czy apele polityków o konsolidację działań mających na celu zapobieżenie załamaniu systemu zdrowia są spóźnione.

Jarosław Gucwa odpowiadając na to pytanie po raz kolejny posłużył się przykładem bocheńskiego szpitala: Powiedział, że  w związku z licznymi przypadkami zakażeń, osoby z rozpoznanym covidem gromadzone były w świetlicach szpitalnych.  Zwrócił uwagę, jakie były konsekwencje zwiększenia ilości miejsc w szpitalu dla osób z chorobą wywołaną koronawirusem: Przekształcono oddziały szpitalne, to naturalną koleją rzeczy zabrakło miejsc do leczenia tych przypadków, które były i są. Ci chorzy w tej chwili są o wiele bardziej schorowani  z powodu tego że – tak jak pan mówi – boją się przyjść do szpitala. Kiedyś śpiączkę cukrzycową leczyłem raz na cztery, pięć miesięcy. Teraz nie ma tygodnia, żeby nie trafiał do mnie człowiek z powodu źle prowadzonej bądź też nie rozpoznanej cukrzycy. 

 

Źródło: TVN24