Reklama

Wybory prezydenckie. Stanisław Bukowiec: ‚Najważniejsze jest porozumienie dla Polski”

Temat wyborów prezydenckich o raz kolejny wzbudził polityczne emocje w Polsce. Co więcej odmienne wizje wyjścia z trudnej sytuacji doprowadziły do kryzysu politycznego w kraju, jakiego nie widziano co najmniej od dekady. W minioną środę liderzy partii koalicyjnych zawarli porozumienie, na mocy którego wybory odbędą się najprawdopodobniej w lipcu i będą miały charakter korespondencyjnych.  O politycznym, wyborczym galimatiasie rozmawialiśmy z posłem na Sejm RP reprezentującym Ziemię Bocheńską – Stanisławem Bukowcem.  

 

Marcin Kalinowski, mojaBochnia.pl: Przez ostatnie dni w Polsce mówiło się najwięcej o koronawirusie i zbliżających się wyborach prezydenckich. Do środę, czyli na 4 dni przed terminem wyborów nadal nie było wiadomo w jakim kierunku zmierza temat prezydenckiej elekcji. Dało się wyczuć rozczarowanie całą sytuacją, nawet w regionie w którym uzyskał pan mandat posła.

Stanisław Bukowiec, poseł RP: Sytuacja z jaką mamy obecnie do czynienia: walka z koronawirusem, wynikające z niej problemy gospodarcze, zdrowotne to bez wątpienia najważniejsze tematy którymi żyją i z którymi borykają się Polacy. Państwo zaś musi szukać rozwiązań dla tych priorytetowych zagadnień. Na te działania nałożył się kryzys polityczny rozgrywający się wokół terminu wyborów prezydenckich. Nasze ugrupowanie – Porozumienie Jarosława Gowina od dawna wskazywało, że wybory w dniu 10 maja nie są możliwe do przeprowadzenia z przyczyn prawnych i organizacyjnych. Szkoda, że propozycja Jarosława Gowina – przesunięcie o 2 lata kadencji głowy państwa – została odrzucona przez opozycję. Z kolei wariant przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych (choć sama ta idea jest słuszna) na tym etapie nie był wystarczająco dobrze przygotowany. Tym sposobem znaleźliśmy się w impasie. Warto podkreślić, że lider Porozumienia, aby znaleźć skuteczne rozwiązanie dla wyjścia z kryzysu i swoją pracę skoncentrować na negocjacjach z różnymi ugrupowaniami ws. zmian w konstytucji – zrzekł się stanowiska wicepremiera i ministra nauki. Niestety opozycja postępowała w myśl zasady: „im gorzej, tym lepiej” i ostatecznie do poparcia tej propozycji nie doszło. Na szczęście wspólnie z Prawem i Sprawiedliwością udało się wypracować rozwiązanie w sprawie przeprowadzenia wyborów, bo najważniejsze jest porozumienie dla Polski. Dzięki temu zyskaliśmy czas na nowelizację ustawy o wyborach korespondencyjnych, bo na tę chwilę tylko taka formuła jest zalecana przez epidemiologów i ministerstwo zdrowia. Eksperci przygotowują już zmiany do tej ustawy, dzięki którym procedura wyborcza nie będzie budzić wątpliwości natury prawnej. Na pewno znajdą się w niej dwa najważniejsze zapisy: wybory ma przeprowadzić Państwowa Komisja Wyborcza, a odbiór kart do głosowania odbędzie się za potwierdzeniem.

Sporo mówiło się o tym, że Porozumienie może ulec rozpadowi pod naciskiem waszego koalicyjnego partnera. Pana nazwisko wymieniano jako osobę będącą na pograniczu pozostania w partii a a przejściem do PiS? Jak pan oceni te doniesienia prasowe?

Od kilku dni w różnych mediach pojawiały się niesprawdzone, zmanipulowane informacje, oparte głównie na dziennikarskich spekulacjach, dlatego postanowiłem ich nie komentować. Rozdźwięk medialny wynikał z faktu, że jako posłowie Porozumienia często dyskutujemy na ważne tematy, mając różne, czasem rozbieżne zdania. Taka swoboda wypowiedzi była często odczytywana przez dziennikarzy i komentatorów jako wewnętrzny rozłam. Pragnę jednak podkreślić, że zarówno mnie, jak i moim koleżankom i kolegom zależało na znalezieniu dobrego rozwiązania z tej niełatwej dla naszego państwa sytuacji. Nieustępliwość każdej ze stron mogłaby przyczynić się do destabilizacji państwa, a co za tym idzie do kryzysu politycznego.

Co nas czeka po 10 maja? Kiedy odbędą się wybory?

Rozwiązanie, które zaproponowaliśmy konsultowane było z prawnikami i konstytucjonalistami. Przewiduje ono, że po informacji Państwowej Komisji Wyborczej przekazanej do Sądu Najwyższego, o tym że do głosowania nie doszło, a także po rozpatrzeniu ewentualnych protestów wyborczych (na co instytucja ta ma 30 dni), wydane zostanie orzeczenie o nieważności wyborów. Będzie ono podstawą dla Marszałek Sejmu do zarządzenia nowego terminu prezydenckiej elekcji, do której przy zachowaniu ustawowych terminów, mogłoby już dojść na przełomie czerwca i lipca.

Przeglądając opinie w mediach ogólnopolskich zauważyłem, że te ulokowane bliżej prawej strony sceny politycznej odtrąbiły sukces prawicy, te z kolei liberalne, lewicowe wieszczą początek końca Zjednoczonej Prawicy…

Podpisanym 6 maja porozumieniem potwierdziliśmy, że chcemy z Prawem i Sprawiedliwością oraz Solidarną Polską dalej tworzyć Zjednoczoną Prawicę, która na tą chwilę jest ona najlepszym projektem politycznym dla Polski. Nigdy zresztą, pomimo wielu pojawiających w przestrzeni publicznej domysłów i spekulacji, nie twierdziliśmy inaczej. Nie zmieniło się również to, że Andrzej Duda jest naszym kandydatem na Prezydenta RP. Proszę jednak pamiętać o tym, o co wielu sympatyków prawicy w ostatnich dniach miało do nas pretensje, nie mówiliśmy, że Porozumienie Jarosława Gowina ma takie same poglądy na daną kwestię, jak nasi koalicjanci, stąd też mieliśmy nieco odmienne zdanie w kwestii przeprowadzenia wyborów w czasie pandemii.

A co do opozycji… Ich małostkowość, skupianie się tylko na własnych problemach, niemożność wypracowanie wspólnego stanowiska – to dla tych ugrupowań obecnie wielki problem. Dlatego też przepowiadanie o rychłym rozłamie Zjednoczonej Prawicy, odbieram jako pewną formę bezsilności.

Czy Polsce rzeczywiście groził stan wyjątkowy?

Wokół tego tematu pojawiło się sporo spekulacji i formułowanych głownie przez stronę opozycyjną informacji, które miały na celu straszenie Zjednoczoną Prawicą, dążącą do autorytarnych rozwiązań. Nie sądzę, aby mogło dojść do jego wprowadzenia. Znaleźliśmy się w trudnej sytuacji, ogniskującej się głównie wokół spraw konstytucyjnych. Koalicjantom zależało jednak na tym, aby wyjść z tego impasu. Stan wyjątkowy niewiele by w tej kwestii zmieniał, a jego wprowadzenie mogłoby podnieść jeszcze bardziej temperaturę polityczną i społeczną.